Strona główna
Moje zapiski bieżące oraz Wasze odpiski i reakcje
Książki moje i nie tylkoROZWIŃ / ZWIŃ
"Rio Anaconda"
"Gringo wśród dzikich..."
"Gringo ..." (zapachowa)
"Podróżnik WC"
"WC na końcu Orinoko"
"Sól do oka"
"Młot na lewicę"
"Kołtun się jeży"
Biblioteka "Poznaj Świat"
Audycje radioweROZWIŃ / ZWIŃ
Pocztówka dźwiękowa
Audycja podzwrotnikowa
Trójka Przekracza Granice
Na drugim końcu globusa
Lista Przebojów Country
Stajnia WC
WC w telewizjiROZWIŃ / ZWIŃ
Boso przez świat
Podróże z żartem
Z kamerą wśród ludzi
WC Kwadrans
Zdjęcia mojego autorstwa, głównie z wyprawa w tropiki...
Opowieści, mapy, itp.ROZWIŃ / ZWIŃ
Sterta wywiadów
Sterta wycinków
Opowieści
Mapy
Country
Yerba Mate
Życiorys WC
Zdjęcia, okładki, informacje prasowe
Jestem do wynajęcia - może któraś z moich ofert się nada
Sklep kolonialny
Gringo Travel
Tu można kupić bilety na WC SHOW i inne imprezy
Wyprawy dla Was
Gdyby ktoś chciał do mnie napisać, to proszę
Tu się możecie zarejestrować, zalogować i wylogować

in english
Sterta wywiadów

Cejrowski: nacjonalista, markista, mateista

"Dupska" bym już nie powtórzył

Wojciech Cejrowski zmienił kowbojskie oblicze na pisarsko-biznesmeńskie. Były szołmen telewizyjny i obrazoburca, zwany przez niektórych piewcą "Ciemnogordu", przez innych nawet faszystą, jeździ po Polsce i promuje swoją książkę podróżniczą. Wiadomo, że z Cejrowskim można rozmawiać o wszystkim. Nie należy go pytać o żonę, Beatę Pawlikowską - również podróżniczkę. I o to, czy są jeszcze razem, czy już osobno.


RYSZARDA WOJCIECHOWSKA: Zastanawiam się, od której pana gęby zacząć

WOJCIECH CEJROWSKI: Od której pani chce. Bo jest tylko jedna gęba Cejrowskiego.

RW: Jak to? Obrazoburca i obrażany, kowboj i podróżnik, fotograf i cieśla,
to mało?

WC: Ale to jest ten sam człowiek. Nie dzielę włosa na czworo.

RW: Za co pan lubi Indian? Bo w Pana książce "Gringo wśród dzikich plemion" czuje się do nich ogromną sympatię.

WC: Lubię ich za solidność. Bo jak Indianin coś obieca, na przykład to, że przeprowadzi panią z jednej strony lasu na drugą, to umrze, a obietnicy dotrzyma. Słowo honoru waży u nich więcej niż życie. I to mi się podoba.
W naszej cywilizacji tego nie ma.

RW: Czegoś się pan od nich nauczył?

WC: Tego, żeby się nie martwić. Indianin żyje chwilą obecną. A my planujemy.
Jak dzisiaj mamy pusty portfel, to zachodzimy w głowę: za co ja to czy tamto kupię. Indianinowi takie strachy nie przychodzą do głowy. Nauczyłem się też innej, bardzo cennej rzeczy. To było w Paragwaju. Indianin patrzy na mnie mówiąc: Wiesz co gringo (czyli biały - przyp. aut.), wy macie zegarki, a my mamy czas.
To moje ulubione powiedzenie od pięciu lat. Natychmiast oddałem mu swój ostatni zegarek i powiedziałem: Stary, daj to komuś, kogo najbardziej nie lubisz.
Bo zegarek czyni z człowieka niewolnika czasu. Ja teraz obywam się bez zegarka.

RW: Lubi pan powtarzać: Polska to moja matka, a Ameryka Południowa
to moja żona.

WC: Mamy się nie wybiera i kocha się ją zawsze. Nawet kiedy jej się w głowie miesza lub kiedy robi najgorsze świństwa. Ale na pewnym etapie życia dorastamy, żeby się wyprowadzić od mamusi do żony.

RW: Żonę też można zmienić.

WC: W moim świecie - nie. Jestem katolikiem do szpiku kości i nie znam takiej opcji. Żona to nie przedmiot. Mogę stwierdzić, że się nie dogadujemy i musimy zamieszkać osobno. Ale dla mnie przysięga przed ołtarzem, składana wobec mojego Boga, zobowiązuje.

RW: Słucham pana i nadal nie wiem, dlaczego pan tak lubi Amerykę Południową.

WC: Po pierwsze lubię za język - równie plastyczny jak polski. Gdzie słowa wibrują w powietrzu. To hiszpański. Ale nie ten z Hiszpanii, tylko latynoski hiszpański. Po drugie kuchnia meksykańska - nie ma lepszej. Ja lubię jeść ostro. Klimat mi też odpowiada. Nienawidzę zimy. Listopad w Polsce to gehenna. Więc ja od dziesięciu lat nie widziałem polskiego listopada. A na pewno od lat dwudziestu nie widziałem polskiego lutego i marca - miesiąca grypy. Kocham ich także za ułańską fantazję. I jeszcze za coś - mają niskie kobiety. Lubię przytulić kobietę, która mi się oprze na ramieniu. Nie, żeby od razu do łóżka ciągnąć. Bo ja,
jak powiedziałem, monogamiczny jestem. Ale przytulić się - chętnie.

RW: Jest coś, co pana u Indian drażni?

WC: Drażni mnie, ale muszę to zaakceptować. Oni żyją w jednym wielkim szałasie. Jest tam na przykład i kilku dorosłych synów z rodzinami. Więc oni wszystkie stosunki płciowe uprawiają "na uszach" pozostałych członków rodziny. Traktują to trochę tak, jak my chrapanie na koloniach. Czasami jest to powód
do żartów, jak ktoś głośniej chrapnie. Ale tylko tyle. Brak prywatności to dla mnie trudna granica do pokonania. Objawia się też inaczej. Kiedy idę na stronę,
to za mną gna stadko dzieci. I one patrzą - czy biały człowiek robi białą kupę.
To są momenty kiedy ich nienawidzę.

RW: Tak sobie tylko o tej jednej pana twarzy rozmawiamy, tej podróżniczej.
A przecież mówiono o panu narodowiec, nacjonalista, nawet faszysta.

WC: Mój ojciec zawsze się pukał w czoło, słysząc te określenia pod moim adresem. To debile - mówił - przecież ty jesteś kosmopolita. A kosmopolita nie może być narodowcem. Czy pani wie, że ja o wiele lepiej znam inne stolice, niż Warszawę? Do kina jeżdżę za granicę. Czytam obcą prasę. Można też powiedzieć, że jestem zagorzałym marksistą. Bo kocham filmy z braćmi Marx. I jeszcze jestem mateistą, bo piję matę.

RW: Chcę pana zapytać o obrażenie prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Może dziś by się pan poprawił.

WC: Zrobiłbym to jeszcze raz. Powiedziałbym to samo. Ja w "WC Kwadrans" sprzedawałem swoje fascynacje albo antypatie. Takie było zamówienie Wiesława Walendziaka, ówczesnego prezesa TVP. Może dzisiaj bym to mądrzej robił. Mówiłbym sprytniej. Tak, żeby mnie nie można było łatwo wyhaczyć.

RW: A powiedziałbym pan o...

WC: ... tłustym dupsku Kwaśniewskiego? Powiedziałbym. Dostałem za to karę. Wysłano za mną list gończy. Grożono mi odebraniem paszportu. Cierpię za to
do dzisiaj. Bo jeżeli Aleksander Kwaśniewski w pracy, jako prezydent Rzeczpospolitej, bełkoce przy kamerach w Charkowie nad grobami pomordowanych przez KGB, to można o nim powiedzieć, że znieważa urząd prezydenta. Dzisiaj może bym nie powiedział o tłustym dupsku. Ale mój sprzeciw nadal jest tak samo gorący.

RW: Widzę, że pan jednak niewiele nauczył się od Indian. Bardzo emocjonalnie pan to mówi.

WC: Bo mój katolicyzm się odzywa. My, katolicy, mamy taki obowiązek,
że jak bliźni grzeszy, to nie powinniśmy przymykać na to oczu.

RW: A nie powinniśmy wybaczać?

WC: Tak, ale jest też obowiązek nauczania. Są osoby, które ustępstwo traktuje jako zachętę do kolejnych grzechów. I mnie się wydaje, że ustępstwa wobec Leszkow Millerów, Aleksandrów Kwaśniewskich i innych doprowadziły do tego,
co mamy dzisiaj.

RW: Czuję się jak w "WC Kwadransie".

WC: Jestem patriotą. Chciałbym, żeby mój kraj był inny. To wszystko.

 


Copyright © Wojciech Cejrowski 2005 - 2014
Projekt i wykonanie Agnieszka Rajczak, kodowanie Marek Łaptaszyński. Wszystko pod czujnym nadzorem WC...