Strona główna
Moje zapiski bieżące oraz Wasze odpiski i reakcje
Książki moje i nie tylkoROZWIŃ / ZWIŃ
"Rio Anaconda"
"Gringo wśród dzikich..."
"Gringo ..." (zapachowa)
"Podróżnik WC"
"WC na końcu Orinoko"
"Sól do oka"
"Młot na lewicę"
"Kołtun się jeży"
Biblioteka "Poznaj Świat"
Audycje radioweROZWIŃ / ZWIŃ
Pocztówka dźwiękowa
Audycja podzwrotnikowa
Trójka Przekracza Granice
Na drugim końcu globusa
Lista Przebojów Country
Stajnia WC
WC w telewizjiROZWIŃ / ZWIŃ
Boso przez świat
Podróże z żartem
Z kamerą wśród ludzi
WC Kwadrans
Zdjęcia mojego autorstwa, głównie z wyprawa w tropiki...
Opowieści, mapy, itp.ROZWIŃ / ZWIŃ
Sterta wywiadów
Sterta wycinków
Opowieści
Mapy
Country
Yerba Mate
Życiorys WC
Zdjęcia, okładki, informacje prasowe
Jestem do wynajęcia - może któraś z moich ofert się nada
Sklep kolonialny
Gringo Travel
Tu można kupić bilety na WC SHOW i inne imprezy
Wyprawy dla Was
Gdyby ktoś chciał do mnie napisać, to proszę
Tu się możecie zarejestrować, zalogować i wylogować

in english
Yerba Mate
Co Pan pije, panie Wojtku? - pytają mnie często.
A kiedy odpowiem, że to yerba mate, pytają dalej: A co to takiego?
A jak smakuje? A jak to się zaparza?
No i oczywiście na koniec pada pytanie: A gdzie to można kupić?

Żeby sobie oszczędzic odpisywania na liczne maile w tej sprawie poniżej zamieszczam:
Opis Yerba Mate
Opowieść zawierającą indiański rytuał zaparzania
oraz bezpośrednie przejście na strony firmy Argentyna Limited. To jest firma, którą pamiętam sprzed wieliu lat - handlowała yerbą, gdy nikt w Polsce jeszcze o yerbie nie słyszał.
(Można też u nich dostać sprzęt do zaparzania oraz zestaw dodatkowych informacji o yerbie.)
NAJSMACZNIEJSZA JAKĄ ZNAM.
EL GAUCHO

Gatunek sprowadzany przez firmę Argentyna i specjalnie dla niej pakowany.
Urocze pudełko i dobry smak. Gruby liść, patyk i bardzo mała zawartość pyłu. W ciemno mogę polecić każdemu, szczególnie początkującym – zasmakuje.
LA ORACION

Tę mate piłem przez lata - prosta, solidna, bez udziwnień , klasyka na co dzień. Duże torby, tylko może trochę za krótko trzyma, ale zawsze przecież można sobie zrobić drugą porcję.


Gatunek łatwo dostępny w supermarketach całej Ameryki Południowej. I to właściwie koniec jego zalet. Smak pospolity, aromat pospolity, moc pospolita, tylko logo mają ładne.
TRIUNFO

Tego gatunku zdecydowanie nie lubię. Jest bardzo delikatny, zwiewny i damski, ale... ja tam wolę te mocniejsze. Godna uwagi dla osób, które chcą spróbować yerby, ale obawiają się jej prawdziwego smaku.

To gatunek paragwajski i od niego zaczynałem. Nie wiem, czy chodzi o tak zwaną pierwszą miłość, co to nie rdzewieje, czy rzeczywiście to najsmaczniejszy gatunek, ale mnie do dziś pasuje najbardziej.
Ale uwaga! Pajarito ma wyraźny i ostry smak. Zero delikatności, zero subtelności - to jest mate w stylu macho.

Opis Yerba Mate

Yerba Mate to odkrycie indian Guarani - ich święte ziele, dar Matki Ziemi. Dzisiaj jest znane - głównie ze słyszenia - na całym świecie.

Mate uprawia się i pije powszechnie tam, gdzie w XVII wieku mieszkali Guarani, czyli na terytorium Paragwaju. Ale nie tym dzisiejszym, okrojonym przez sąsiadów. Dawniej Paragwaj rozciągał się dużo dalej niż teraz - od stóp wschodnich Andów aż po wybrzeże Oceanu Atlantyckiego. Sięgał daleko na ziemie dzisiejszej Argentyny, Urugwaju, Boliwii i południa Brazylii. Tam żyli Guarani i tam się piło mate. Tam tez pije się ją do dziś.

Wspomnienie tego dawnego, Wielkiego Paragwaju zostało w nazwie - Yerba Mate po łacinie to ilex paraguariensis, czyli Ostrokrzew Paragwajski.

Niekiedy smakosze różnych herbat, w Europie, czy USA, kupują Yerba Mate w torebkach do zaparzania i piją przez ciekawość (połączoną z lekką domieszką snobizmu). Twierdzą, że smakuje podobnie jak inne zielone herbatki - chińskie i arabskie.

Takie picie nie ma wielkiego sensu - wówczas mate traci cały czar. Z nią jest tak, jak z kwiatem paproci, który zakwita tylko w noc świętojańską - Mate kwitnie w ustach pełnym bukietem smaku, jedynie gdy jest właściwie przyrządzona i podana.

Tradycyjny (indiański) sposób picia przypomina rytuały związane z paleniem fajki pokoju.
W jednym i drugim przypadku bardzo ważną rolę pełni sprzęt:

Cybuch fajki pokoju był rzeźbiony z kamienia, a niewielkie naczyńko do mate (matero, albo guampa), powinno być wykonane ze specjalnego gatunku drewna - Palo Santo (Świety Pień).

Już samo to drzewo jest ziołem - po zmieleniu zaparza się je i podaje jako lekarstwo na wiele chorób. Wspiera siły witalne (męskie), urodę (niestety tylko u pań), nerki, kiszki, żyły i wszystko inne, ale pod warunkiem, że się mocno wierzy. Ma charakterystyczny silny zapach, który nie wietrzeje. Drewno, nawet po wyschnięciu i latach używania jako guampa, zachowuje swój naturalny kolor - intensywną zieleń szczypiorową - wygląda jak pomalowane bejcą.

Do drewnianego "cybucha" - guampy - wsypuje się grubo siekane suszone liście i łodyżki Mate. (W tej postaci wygląda ona nie jak porządna herbata, ale jak jakieś zakurzone paprochy.)
Potem wkręca się w nie metalowa rurkę - o nazwie bombilla - przez którą będziemy pić. Rurka ma na dolnym końcu sitko, żeby zapobiec wciąganiu fusów do buzi. Najlepiej jeżeli jest wykonana ze srebra, bo przecież będziemy jej dotykać ustami.
Do tak nabitego "cybucha" z wkręconą rurka wlewamy odrobinę gorącej wody - w tym celu wszyscy dorośli obywatele Paragwaju, o każdej porze dnia noszą pod pachami termosy. No więc wlewamy wodę i czekamy.

Czekamy.

Jeszcze trochę...

Cierpliwie.

Nie ma się do czego spieszyć, bo i tak pierwsze zalanie wypija w całości Santo Tomas - święty Tomasz.

(Prawda jest taka, że całą wodę wciągają te suche paprochy i każdy o tym wie, ale tradycja każe pić mate w grupie - a nie samemu - więc jeżeli ktoś akurat nie ma kompanii, to pod ręką jest zawsze św. Tomasz. Wprawdzie niewidoczny, ale przecież obecny, bo ktoś tę pierwszą porcję wypił, no nie?

Woda, którą zalewamy fusy powinna być "biała" - taka, która szumi na ogniu, ale jeszcze się nie zagotowała - nigdy wrząca! Zalanie mate wrzątkiem powoduje, że się święte ziele poparzy, obrazi i w jednej chwili straci cały smak. I Moc.

Nie jest to żaden indiański zabobon. Kilkakrotnie sprawdzałem - choć przyznaję, że żaden z tych eksperymentów nie był efektem działalności planowej, tylko mojego gapiostwa - i za każdym razem musiałem potem wylać zawartość świeżo nabitej guampy na kompost.

Indiański rytuał

Siedzieliśmy w kilkanaście osób skupieni przy ognisku. Dookoła Indianie Ache, a pośród nich padre Adan. Osmalony czajnik z pięknie wygiętą szyjką i dzióbkiem stał przysunięty bokiem do ognia. Szumiał lekko.

Stara, bardzo stara Indianka, pomarszczona tak, że przy każdym jej ruchu miało się wrażenie, że skóra szeleści, ściskała między kolanami drewniany moździerz i ucierała w nim jakieś zioła.

- To yuyo - wyjaśnił padre.

- ???? - zapytałem brwiami.

- Świeże zioła, które uciera się albo tłucze na miazgę i dodaje do mate.

- A po co?

- Oni zawsze mówią, że to remedio na jakąś chorobę, ale najczęściej chodzi o rodzaj przyprawy.

- Przyprawa do herbaty?

- Coś w tym guście. Yuyo, czyli po naszemu "chwasty" urozmaicają smak.

- Dlaczego chwasty?

- Bo zioło, czyli yerba, jest tylko jedno: Mate. Cała reszta to zaledwie chwasty.

Stara Indianka wcisnęła yuyo na wierzch nabitej guampy i sięgnęła po czajnik. Ruszała się wolno, ale nad wyraz precyzyjnie. Mimo, że była kompletnie ślepa.
Teraz zalała. Lejąc z wysoka, żeby strużka wody schłodziła się jeszcze w drodze przez powietrze - na wszelki wypadek, choć przecież w czajniku cały czas tylko szumiało, a nie bulgotało. Za żadne skarby nie chciała poparzyć mate - to zły omen, a poza tym zły smak.

Podziwiałem jej kunszt. Musiała to robić całe życie i latami ćwiczyć każdy ruch, bo nie uroniła ani kropli.

Odczekaliśmy kilka minut.
.
.
Jeszcze kilka...
.
.
Cierpliwie.

Kiedy święty Tomasz nasycił usta, Indianka nalała najpierw sobie - bo to ona była gospodarzem ceremonii. (Poza tym niektórzy uważają, że pierwszy napar jest niesmaczny, więc nie wypada go podawać innym. Argentyńczycy ściągają go do buzi, a następnie wypluwają na ziemię. Łykają dopiero drugi, a nawet trzeci. Tutaj, w Paragwaju, nikt nie robił takich rzeczy.)

Staruszka piła wolno, uważając, żeby gorąca metalowa rurka nie poparzyła jej ust. Kiedy skończyła, nalała ponownie odrobinę wody, na te same fusy, i podała siedzącemu po swojej prawej stronie. Tak rozpoczął się rytuał picia.

Guampa krąży z rąk do rąk, ale nie po kole - tak jak w przypadku fajki pokoju - lecz po gwieździe. Za każdym razem musi przecież wrócić do gospodarza z czajnikiem (lub termosem) w celu ponownego napełnienia.

Fusów jest taka ilość i mają w sobie tyle mocy, przepraszam, Mocy, by zanim stracą smak, można było przez nie przelać ze dwa litry wody.


- No i jak? - zapytał padre, kiedy opróżniłem guampę i oddałem Indiance.

- Smakuje jak napar z petów.

- A piłeś kiedy napar z petów, że tak gadasz?

- Zobaczysz - dodał po chwili - za miesiąc rzucisz kawę, rzucisz herbatę i przejdziesz na mate. Na razie i tak nie masz wyjścia, bo tu nikt nic innego nie pije. Kiedy wyjeżdzasz?

- Za trzy miesiące...

- Uuu no to przepadłeś. Zapomnij o małych czarnych, ty już jesteś mateista!

- A ona jakoś działa? Na ciało albo rozum?

- Lekko kręci.

- Uzależnia?

- Nie bardziej niż kawa. Skoro w USA sprzedają Mate w supermarketach, to to na pewno nie jest narkotyk, ani żaden inny materiał wyskokowy.

- To dlaczego nikt nie daje pić dzieciom?

- Tradycja. U nas też dzieciom nie daje się kawy. Dopiero jak odpowiednio podrosną. Z mate tak samo.

Po chwili przyszła moja kolej. Ale stara Indianka ominęła mnie i podała guampę następnemu.

- Nie zauważyła mnie? - Szepnąłem księdzu w ucho. - To znaczy, chciałem powiedzieć...

- Zauważyła, zauważyła. Ona jest ślepa na oczy, ale widzi więcej niż my wszyscy. Dzieciaki twierdzą, że przez trzy ściany potrafi zobaczyć jak broją.

Chyba miał rację. W trakcie naszej rozmowy do kręgu dołączyło kilka osób. Usiedli w różnych miejscach, a Indianka nie zgubiła kolejności. To znaczy wszystkim, którzy byli tu od początku podawała po pierwotnym kole (gwieździe), a dopiero na końcu dodawała te kilka ostatnich osób, tak jak się dosiadły.

- Coś ty jej powiedział, kiedy oddawałeś guampę? - zapytał padre.

- Normalnie: "dziękuję", a co niby miałem mówić?

- Nic. Właśnie o to chodzi, że NIC. Kiedy mówisz "dziękuję" to znaczy, że już się napiłeś i więcej nie chcesz. Wtedy wypadasz z kolejki. Siedzisz z nami, ale gumpa cię omija. Dziękuję mówi się dopiero na samym końcu, a nie w trakcie rytuału.

Tego dnia po południu piliśmy jeszcze coś: Terere czyli Yerba Mate na zimno.

To specjalność paragwajska, nie znana nigdzie indziej na świecie. Wszystko poza wodą pozostaje bez zmian. A woda musi być tym razem lodowata!

Mate naciąga jednakowo mocno bez względu na to czy ja polewać wodą gorącą czy zimną. Reaguje trochę tak jak ludzka skóra - można się przecież "poparzyć" od bardzo zimnego i objawy będą identyczne, jak przy poparzeniach wrzątkiem. Dobre porównanie, bo tak dla mate jak i dla ludzkiej skóry woda letnia jest obojętna. Od letniej nie naciąga - Moc śpi.

Terere pija się w tych porach dnia, kiedy jest gorąco. I, rzecz ciekawa, tam gdzie się je pija nigdy nie występuje plaga cholery, a cholera to przecież choroba brudnej wody. Nieprzegotowanej. Dokładnie takiej, jaka w większości przypadków zalewane jest Terere.

Oczywiście odporność Paragwajczyków na cholerę może się brać także z właściwości leczniczych Palo Santo - tylko w Paragwaju robi się guampy z tego drewna. W Brazylii, Argentynie i Urugwaju z tykwy lub metalu.

Na koniec, kiedy przelało się już tyle wody, że Mate straciła smak, trzeba opróżnić guampę. Robi się to zawsze na ziemię! Nigdy do śmietnika, zlewu, ubikacji itp. Nigdy!

Tak jak pierwsze zalanie było dla św. Tomasza, tak ostatnie musi być para Pachamama - dla Matki Ziemi. To ona rodzi i daje ludziom w darze święte ziele - Yerba Mate.

Indianie zawsze pamiętają o Bogu. We wszystkich najbardziej zwykłych czynnościach dnia powszedniego. Znali Boga na długo przed przybyciem Łowców Chrztów. I szanują go bardziej, niż mieszkańcy krajów, z których Łowcy Chrztów pochodzą.

Copyright © Wojciech Cejrowski 2005 - 2014
Projekt i wykonanie Agnieszka Rajczak, kodowanie Marek Łaptaszyński. Wszystko pod czujnym nadzorem WC...